
Pewne zjawiska – tak jak wybór fryzury, mogą na pierwszy rzut oka wydawać się trywialne. W rzeczywistości bywają odzwierciedleniem pewnych procesów zachodzących w społeczeństwie.
Współczesne fryzury, które nazywam „fryzurami inflacyjnymi,” nie tylko ukazują zmieniające się podejście do estetyki. Wskazują również na ekonomiczne priorytety i transformację kulturową, jaka zaszła w wyniku pandemii.
Oszczędność jako nowa estetyka
Inflacja wymusiła zmiany w codziennych nawykach – a fryzury nie były tu wyjątkiem. Wybór stylizacji, które nie wymagają częstych wizyt u fryzjera, stał się przejawem ekonomicznego pragmatyzmu. Klasyczne, wygolone na krótko boki typu skin fade, popularne jeszcze kilka lat temu, ustąpiły miejsca fryzurom, które można odświeżać rzadziej.
Dłuższe, bardziej naturalne formy, inspirowane estetyką lat 70, stają się nie tylko modne, ale przede wszystkim praktyczne. Ta zmiana to odpowiedź na rosnące koszty życia, ale też wyraz nowej filozofii: mniej znaczy więcej.
Lockdown jako punkt zwrotny
Pandemia przyniosła lockdowny, które zmusiły ludzi do rezygnacji z regularnych wizyt w salonach fryzjerskich. Wcześniej niewyobrażalne – odpuszczenie kilku zaplanowanych strzyżeń – nagle stało się normą.
Dla wielu okazało się to wręcz wyzwalające. Ludzie zrozumieli, że głowa im nie odpadnie, jeśli pozwolą włosom odpocząć, a ich wygląd może nawet z czasem zyskać na charakterze. Inspiracje postaciami lat 70, takimi jak David Bowie, Mick Jagger, Paul McCartney, Iggy Pop, Suzi Quatro, przyczyniły się do powrotu bardziej swobodnych fryzur. Połączenie nostalgicznego wdzięku z minimalnym wysiłkiem.

David Bowie, shooting his video for Rebel Rebel in AVRO’s TopPop (Dutch television show) in 1974 – Autor: AVRO, CC BY-SA 3.0 NL https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/nl/deed.en, via Wikimedia Commons. Nie wprowadzono zmian.
Warto zaznaczyć, że chociaż Vidal Sassoon zrewolucjonizował fryzjerstwo od lat 50. XX wieku aż po początek XXI wieku, to jego charakterystyczne, geometryczne cięcia zdobyły popularność przede wszystkim w latach 60. Natomiast dekada lat 70. przyniosła zwrot ku tzw. „śmieciowym” fryzurom. Zamiast precyzyjnych, geometrycznych form z poprzedniej dekady, dominowały bardziej swobodne, a często niedbałe stylizacje.

Wpływ na to miał m.in ruch hippisowski, który promował luźne, nieskrępowane fryzury – długie, rozpuszczone włosy bez wyraźnego kształtu. Z kolei era glam rocka i disco rozpowszechniła zaczesy, takie jak tapirowane loki, mullet czy mocno wycieniowane cięcia inspirowane ikonami tamtych lat. Glam wprowadził coś, co było sprzeczne z surowym, naturalnym wyglądem hipisów – sztuczność, ekstrawagancję i przesadę.
Stylizacja włosów zaczęła opierać się na nowych produktach, takich jak lakiery i żele, co często prowadziło do sztucznego, przerysowanego efektu a także do tworzenia naprawdę szalonych fryzur.
Kreatywność i przesyt rynku
Wracając do współczesności. Nie można zapominać, że zmieniające się trendy to również efekt przesytu rynkowego. Przez lata branża fryzjerska – zwłaszcza barbering – przeżywała dynamiczny rozwój. Rosnące zapotrzebowanie na precyzyjne cięcia stworzyło rynek pełen usług skierowanych do klientów gotowych inwestować w swój wygląd. Jednak w obliczu kryzysu ci sami klienci zaczynają szukać oszczędności.
Jednocześnie lockdown pobudził w wielu osobach kreatywność. Zamknięci w domach, zaczęli eksperymentować z własnym wyglądem. Samodzielne cięcie, farbowanie, a nawet tworzenie stylizacji stały się nowym hobby, które dodatkowo wpłynęło na zmianę percepcji estetyki.
Dzisiejsze fryzury nie muszą już być idealne ani technicznie doskonałe – liczy się indywidualność, ekspresja i swoboda.
Konsekwencje dla branży
Dla salonów fryzjerskich i barber shopów te zmiany oznaczają spore wyzwania. Przesyt rynku, w połączeniu z nowymi nawykami konsumentów, prowadzi do spadku lojalności klientów. Fryzjerzy muszą dostosować się do nowych realiów, oferując usługi, które odpowiadają zarówno na potrzeby praktyczne, jak i na nowe gusta estetyczne.
„Fryzury inflacyjne” to zjawisko, które wykracza poza same wybory konsumenckie – to wynik czasów. W dobie rosnących kosztów życia, pandemii i przesycenia rynku moda staje się odpowiedzią na konkretne potrzeby społeczne i ekonomiczne.
Jednocześnie pokazuje, jak kryzys może prowadzić do większej swobody, kreatywności i redefinicji estetyki.